ninue blog

Twój nowy blog

Przeglądnęłam to, co mi oferują i zamierzam szybciutko przenieść się gdzie indziej.

Muszę tylko zrobić tutaj porządek.

bo conajmniej rok, o ile nie rok i jeszcze troszkę Teściowa moja niemieszkająca w naszym pięknym kraju poprosiła mnie, żebym kupiła Jej balsamy do ciała w ilości sztuk dwóch. Pieniądze przesłała, balsamy nabyłam drogą kupna i czekałam dla odmiany aż mój Rodziciel uda się w tamtym kierunku. W odpowiednim czasie Rodziciel mój mnie poinformował, że udawać się będzie i żebym dała mu to, co Teściowa moja potrzebuje. I tutaj zaczęła się polka galopka, bo balsamy wyszły. Wszystko inne było tam, gdzie być powinno, a balsamów brak. Ponieważ termin wyjazdu się zbiżał, to kupiłam, co miałam kupić i szybciutko przekazałam, by nie wyszły znowu.. Potem, na spokojnie przekopałam mieszkanie raz, drugi, trzeci i w końcu doszłam do wniosku, że ani chybi albo nie kupiłam, albo zgubiłam gdzieś w drodze do domu. I dałam sobie spokój.

Dzisiaj zaś, szukając zakrętek do słoików znalazłam balsamy w spiżarni.


Ciekawa jestem gdzie i kiedy znajdę jedną skórzaną rękawiczkę i okulary przeciwsłoneczne MSD, które gdzieś tak położyłam, że od miesiąca śladu po nich nie widać… 

lipiec

Brak komentarzy

A raczej jego połowa. Dzieci z klasy do klasy przeszły, część podręczników dla MMD mam kupione, a o resztę będę się martwić pod koniec sierpnia. Teraz bawię się w zupełnie coś innego, mianowicie w przetwory. Udało mi się zrobić pikantną galaretkę z czerwonych porzeczek, sok z czarnych porzeczek, sok z agrestu, sok z malin. W lodówce mam jeszcze maliny i wiśnie. Marzę o zrobieniu wiśni w spirytusie tudzież innej wódce oraz wiśnie z amaretto. Pójdę jutro do sklepu i zobaczę w jakiej cenie są alkohole i jak cena mnie nie zabije, to coś zakupię.

Muszę kupić ogórki i zrobić je po żydowsku i po kartusku. Czekam aż stanieją papryka i śliwki, bo w innym wypadku pójdę z torbami ;)

Wczoraj zdałam egzamin na prawo jazdy i jestem szczęśliwa jak prosię w deszcz :)))))

dzisiaj skończyłam studiai zdałam egzamin. Odebranie dyplomów w ostatnim dniu czerwca. Trzeba pomyśleć o czymś nowym.

A poza tym – ja chcę do praaaaacyyyyyyyy (a tu w dalszym ciągu przysłowiowa dupa).

śniegi stopniały, wiosna idzie. Jak idzie wiosna, to razem z nią idą wszelakiej maści alergie. Mnie alergia uraczyła w dzień kobiet takim kataremi kichaniem, że przez trzy dni po ustąpieniu objawów, które minęły dzięki faszerowaniu się prochami, bolały mnie mięśnie międzyżebrowe.

Cztery dni wcześniej, dla odmiany, padła mi pralka. Wkurw osiągnęłam maksymalny i w przyszłym roku kupuję Miele. Najpierw zmywarkę, bo moja emerytka mi pada, potem pralkę, a potem całą resztę. Ilez razy można pralki wymieniać. W tej ostatniej początkowo miały pójść szczotki, a ich nie da się wymienić samodzielnie, bo teraz wszystkim steruje komputer. Za przyjazd pana i wymianę szczotek zaśpiewali 300 zł. No cóż, postanowiłam zainwestować, bo jednak 300 zł, to nie 1300. Ale pan przyjechał, zresetował pralkę i stwierdził, że padł również modół i powiedział, że ta przyjemność (razem ze szczotkami) kosztować mnie będzie 800 zł. Powiedziałam, że nie, dziękuję. Pan wypił kawę, pogadał i zainkasował 120 zł polskich. MMŻ powiedział, że trzeba mu było wystawi rachunek za kawę i amortyzację krzesła.

Jest tak wielkie, że zamarzło mi wszystko od mózgu zaczynając, a na palcach stóp kończąc. O cebulkach włosowych nawet nie mówię, bo to, że jeszcze jakieś włosy mam na głowie zakrawa na cud. Temperatura oscyluje w granicach minus dwudziestukilku stopni (u nas, bo gdzieś spadła dzisiaj w nocy w okolice -38) i szans na minimalne ocieplenie nie widzę. Więc jak mi ktoś jeszcze powie, że globalne ocieplenie, topiace się lodowce i insze cuda giną z powodu zbyt wysokiej temperatury, to go do lodóki wsadzę, by ochłonął.W każdym bądź razie MMD dziecko nie poszło dzisiaj do szkoły, bo jakoś nie kocham wydawania pieniędzy na lekarstwa. 

….

Brak komentarzy

Szybkim krokiem zbliża się ku mnie depresja. Jeszcze dwa dni i zastuka do drzwi, a obawiam się, że nie będzie czym ich zaryglować :/   

ponoć

1 komentarz

 
idą święta. Jak na razie ich nie czuję (a biorąc pod uwagę fakt, że Wigilia jest już jutro, bo w chwili gdy to piszę na świecie panuje piątek – 23.12 i do tejże Wigilii mamy dobę), to ja jestem w całkowitym proszku. No może nie całkowitym, bo osobiście gości przyjmuję w poniedziałek, a nawet udało mi się upiec ciasto drożdżowe razy dwa. Jeszcze tylko barszcz, śledzie, sałatki i inne ciasta, posprzątać chałupę, bo burdel galopujący, dokupić prezenty, bo ich nie mam, i co gorsza – nie mam pomysłu i już będę gotowa. Ale teraz nad prezentami dumać nie będę, bo głowa ma jest na etapie eksplozji :/  

Aż dziw

Brak komentarzy

że jeszcze hasło do bloga pamiętam….;) Ale mam pisowstręt, jako że od pewnego czasu albo poprawiam prace magisterskie, robię ich korektę i redakcję, albo piszę listy motywacyjne. Tego, kto wymyślił coś takiego, jak list motywacyjny osobiście udusiłabym gołymi rękami.

A oprócz tego dorobiłam się węgierskiego p/o „syna” ;) i poszłam na podyplomówkę.

Idę pisać dwa kolejne listy motywacyjne :/


  • RSS